To już jest koniec!?

Leszek Miller powiedział kiedyś, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. I choć były premier to postać równie barwna co kontrowersyjna, w jednym nie sposób odmówić mu racji: zakończenia są ważne.

Właśnie one determinują odbiór całości. Rzecz z potężnym początkiem, ale potem słaba, nie zapisze się pozytywnie w pamięci. Z drugiej strony treść taka sobie, zakończona mocnym uderzeniem, jednak robi wrażenie. To trochę jak w tym dowcipie o Stirlitzu, w którym główny bohater wykorzystuje rzekomy fakt, iż człowiek zapamiętuje tylko ostatnie zdanie z rozmowy. Oczywiście, zakończenie to nie wszystko. Coś, co jest absolutnie beznadziejne, nie stanie się rewelacyjne dzięki dobremu końcowi. W drugą stronę jednak to nie działa, bowiem coś dobrego, ale z tragiczną końcówką, po prostu nie jest dobre.

lampki
W tak magicznej lokalizacji oglądałem film poniekąd inspirujący ten wpis.
Gdzie to jest?

Skąd w ogóle te refleksje? Ostatnio przeczytałem dwa wpisy na dwóch różnych blogach i o ile same w sobie, choć niezłe, jeszcze nie powalały, to zakończenia kupiły mnie całkowicie. Sprawiły, że oceny, gdybym w ogóle je wystawiał, musiałbym zmienić z 3+ czy 4- na co najmniej 5. Może owe końcówki same w sobie nie są jakieś rewolucyjne czy rewelacyjne, ale są idealne w kontekście całych tekstów. Zresztą sprawdźcie sami. Pierwsza rzecz to wpis Dominika z Suplementu, a druga to historia puszczona w sieć przez dość poczytnego blogera.

Jest jeszcze trzecia rzecz, która skłoniła mnie do rozważań na temat zakończeń. To film, który obejrzałem ostatnio w kinie plenerowym. Nosi tytuł Nieściszalni  i opowiada o muzykach, którzy mają własną wizję świata, sztuki itd. Tak w dużym skrócie. Film jest genialny (w mojej opinii, której zapewne wielu ludzi, w tym koleżanki, z którymi oglądałem tę produkcję, zupełnie nie podziela), ale… No właśnie, to słynne, niemal mityczne, nadużywane przeze mnie ale. O co chodzi tym razem? Właśnie o to, o czym jest cały ten wpis. Choć film uważam za świetny, końcówka zepsuła mi odbiór całości. Z jednej strony sztuczna, oczywista i niemal nachalna (bo muszą się pocałować, jakżeby inaczej?!), z drugiej mglista, niepełna i nieudzielająca odpowiedzi na ważne pytania. Jest mi po prostu przykro, że przez to gorzej odbieram całość.

Zakończenia są bardzo ważne. To one zwykle zawierają przesłanie, puentę czy nieoczekiwany zwrot akcji. Wzmacniają przekaz. Z pewnością są ważniejsze niż początki. Dlatego przykro mi, gdy coś zostaje zepsute słabym zakończeniem. Przecież to zwieńczenie całości, ukoronowanie wysiłków! Trzeba się do niego przyłożyć.

Dlatego przemawiając, pisząc, nagrywając, generalnie tworząc coś, pamiętajmy: zakończenie to podstawa. Dobre być może nie uratuje dzieł beznadziejnych, ale potrafi bardzo pomóc przeciętnym czy nawet słabym. Za to kiepskie lub po prostu nieodpowiednie, może zepsuć i zapewne zepsuje odbiór całości.

Zatem na koniec fantastyczna piosenka. O, proszę:

P S Pytanie na dziś: jakie zakończenie w popkulturze zrobiło na Was największe wrażenie? Zastanówcie się. To takie ćwiczenie.

P S 2 A może konkurs, w którym należy odpowiedzieć na pytanie spod zdjęcia? Jak uważacie?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.